Chuck Dixon – Fachman

Autorem artykułu jest Łukasz Chmielewski, o którym więcej przeczytacie tutaj.

Póki co, nie napisał jeszcze komiksu o ciężarze gatunkowym „Powrotu Mrocznego Rycerza” czy „Strażników”. Jeśli jednak potrzebny jest scenarzysta pracujący szybko, który co miesiąc zapełni nowy zeszyt sprawnie poprowadzoną akcją, dobrymi dialogami i przy okazji fajnie zarysowanymi postaciami, po kogo się dzwoni? Nie, nie po Ghostbusters. Po Chucka Dixona.

FACHMAN

Dixon to rzemieślnik, ale za to taki z pierwszej ligi. Niesamowity jest rozrzut opowieści, nad którymi pracował – „Kubuś Puchatek” i „Punisher”, „Simpsonowie” i „Conan”, „Robin” i „Koszmar z ulicy Wiązów”. Czytając jego bibliografię szybko można stwierdzić, że amerykański scenarzysta potrafi odnaleźć się w każdej stylistyce i napisać wszystko. A przede wszystkim, zrobić to na niezłym poziomie, o co już znacznie trudniej.

Detective Comics #649 pg23

Karierę rozpoczął w latach osiemdziesiątych. Już w latach dziewięćdziesiątych Dixon był jednym z filarów, zarówno Marvela, jak i DC. Dla pierwszego z wydawnictw prowadził przede wszystkim wymiennie serie o Franku Castle, dla drugiego kilka periodyków z „nietoperzowej” linii. Do tego dochodziły projekty specjalne dla obu oficyn. Na początku dwudziestego pierwszego wieku Dixon postanowił odpocząć od roli „wolnego strzelca” i trafił na etat do zjawiskowego wówczas wydawnictwa CrossGen. Zostało one założone przez Marka Alessiego i oferowało pracownikom: pełne ubezpieczenie, mieszkania na Florydzie, pewne pensje – czyli coś, czego w historii amerykańskiego biznesu komiksowego nigdy nie było. Scenarzyści i rysownicy pracowali na wyłączność, ale mieli zapewnioną przyszłość. Niestety, era CrossGena nie potrwała zbyt długo, Alessi zbankrutował i Dixon ponownie znalazł się na rynku freelancerów. Oczywiście, jako o fachmana z fachmanów, szybko się o niego upomniano. Scenarzysta powrócił nawet na łono DC Comics, niestety na skutek konfliktu (prawdopodobnie z Danem DiDio*) został wyrzucony z grona twórców współpracujących z wydawnictwem. Póki co, nawet mianowanie redaktorem naczelnym Boba Harrasa (dla którego Chuck przecież pracował w latach dziewięćdziesiątych w Marvelu) nie zmieniło sytuacji. Klątwa (D)iDio(ty) trwa, pomimo apeli niezliczonej grupy fanów, którzy chcieliby powierzenia pisarzowi kilku serii, najlepiej „okołobatmanowych”. Niedawno oprócz pisywania scenariuszy komiksowych zabłysnął w beletrystyce jako autor dobrze przyjętej powieści sensacyjnej „Seal Team Six”.

Dixon jako jeden z pierwszych pisarzy w biznesie komiksowym zrozumiał, że dobrze napisana historia to nie taka, w której ilustracje nikną przykryte słowotokiem scenarzysty. Nawet jeśli pracował metodą marvelowską (pomysł/intryga wymyślone przez scenarzystę → rysownik rozrysowuje to na dwadzieścia plansz → scenarzysta zapełnia kadry dialogami, monologami i narracją odautorską), to robił to z umiarem, stroniąc od absurdów opisywania tego, co czytelnik sam mógł zobaczyć w kadrze. Wydaje się jednak, że Amerykanin bardziej gustuje w metodzie „full script”, w której opisuje się (choćby symbolicznie), co ma być zawarte na panelu, i konstruuje dialogi i inne narracyjne sztuczki przed przekazaniem scenariusza do narysowania. Paradoksalnie, dialogi pisane przez niego sprawiają wrażenie znacznie lepszych od tych tworzonych przez takie tuzy jak Frank Miller czy Alan Moore – brak w nich sztucznego patosu, są szarpane, nasycone amerykańską nowomową, brzmią naturalnie jak zwykłe rozmowy. Dixon jawi się po latach jako prekursor dla takich mistrzów jak Bendis, Rucka czy Ellis**, którzy operują językiem i narracją na zupełnie innym (filmowym) poziomie, odstając na plus nawet od młodszych kolegów pisujących skrypty.

Robin Year One 3 of 4-08_09

Wkład Dixona w legendę Mrocznego Rycerza jest olbrzymi. Napisał scenariusze do wielu zeszytów takich serii z nietoperzowej linii jak: „Detective Comics”, „Legends of the Dark Knight”, „Robin”, „Nightwing”, „Catwoman”, „Birds of Prey” oraz kilkunastu miniserii i one-shotów. Razem z Grahamem Nolanem stworzył postać Bane’a, jedynego człowieka, który pokonał Batmana; bohatera, który przeniknął poza getto komiksowe do filmów i gier komputerowych. Bane – pomimo jego dosyć kuriozalnego wizerunku*** – okazał się postacią o tak dużym potencjale, że przetrwał nawet zakończenie epickiego „Knightfall” i do dnia dzisiejszego funkcjonuje jako jeden z głównych antagonistów Bruce’a Wayne’a.

A przecież nie na samym użytkowniku venomu się skończyło. To właśnie Dixonowi amerykańscy fani zawdzięczają rozbudowanie psychologiczne postaci trzeciego Robina, czyli Timothy’ego Drake’a****, i „powołanie do życia” uwielbianej Stephanie Brown działającej pod kryptonimem Spoiler. Podobnie jak później Bendis w „Ultimate Spider-Man”, Chuck pokazał talent w konstruowaniu bohaterów dla młodego pokolenia czytelników komiksów. Pisać dla młodzieży, wczuwając się w jej nierzadko wydumane problemy, nie jest zapewne łatwo, a Dixon zrobił to tak dobrze, że seria o Robinie nigdy już nie była (i być może nie będzie) tak chwalona, jak właśnie za jego rządów. Wymyślona przez niego Spoiler od lat ma liczną rzeszę wielbicieli i wielbicielek, pomimo traktowania tej postaci przez DC Comics w najlepszym razie po macoszemu. Swoją drogą, zastanawia fakt, iż korporacja, jaką jest to wydawnictwo, z bliżej niesprecyzowanych powodów, z uporem maniaka ignoruje finansowy potencjał blondwłosej bohaterki.

Nightwing 104 (02)

Chuck to także twórca, który przy kreowaniu świata otaczającego Człowieka Nietoperza wyszedł nieco dalej poza spandeksowe klimaty. To właśnie on jako pierwszy, w tak znacznym stopniu, skupił się na postaciach drugoplanowych, zwłaszcza policjantach. Dzięki niemu bohaterowie tacy jak Harvey Bullock czy Renee Montoya stawali się coraz bardziej interesujący dla czytelnika, a samo otoczenie Batmana nabrało dodatkowego, nieco bardziej realistycznego wymiaru (o ile to możliwe w komiksach o superbohaterach). Śmiało można stwierdzić, że nikt przed Dixonem nie zrobił dla policjantów z Gotham City tak dużo jak on – ze statystów stali się ważnym elementem opowieści o Mrocznym Rycerzu. Warto pamiętać o tym, że Greg Rucka i Ed Brubaker wymyślając znakomite „Gotham Central” mieli podobnie myślącego do nich poprzednika, szkoda, że mniej docenianego.

Tym fanom Mrocznego Rycerza, którzy z twórczością Dixona się nie zetknęli, warto polecić przede wszystkim jego pełen akcji „run” w „Detective Comics” oraz powieści graficzne takie jak „The Joker: Devil’s Advocate” i „Batman: The Chalice”***** oraz marvelowskie historie z Punisherem.

Birds Of Prey #8 pg13

Chuck Dixon pisuje scenariusze, bo jest w tym dobry i zarabia w ten sposób na życie. Zapewne traktuje to jako rzemiosło i raczej nie uważa się za artystę. Wydaje się jednak, że w jego głowie pełnej pomysłów trafi się w końcu taki na miarę „Zabójczego żartu”. Może przy okazji projektu licencjonowanego, takiego jak Batman (jeśli w końcu powieje wiatr zmian), a może w przypadku projektu autorskiego. Wystarczy tylko poczekać.

* Dixon uparcie odmawiał ujawnienia przyczyn gwałtownego rozstania z DC Comics. Skomentował jedynie, że podobnej tyranii nie doświadczył nawet za niesławnych rządów Jima Shootera w Marvelu;

** pod warunkiem jednak, że czyta się go w oryginale, a nie polskich koszmarowersjach TM-Semic, w których piękno języka i sens wypowiedzi znika;

*** podrasowanego na dobre dopiero przez ludzi zaangażowanych w realizację „The Dark Knight Rises” Nolana;

**** który, jak się niedawno dowiedzieliśmy, nigdy Robinem nie był [za sprawą restartu DC’s The New 52, gdzie od razu został Red Robinem];

***** w pierwszej Batman ratuje Jokera przed karą śmierci, w drugiej Mroczny Rycerz poszukuje Świętego Graala.

[Suma głosów: 5, Średnia: 5]

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *