STUDIUM PRZYPADKU: CZŁOWIEK-ZAGADKA

RIDDLER

Imię i nazwisko: Edward Nashton / Edward “Eddie” Nigma (czasem Nygma)

Płeć: mężczyzna

Wzrost: 186 cm (6′ 1″)

Waga: 83 kg (183 lbs)

Oczy: niebieskie

Włosy: czarne

Pierwsze pojawienie sięDetective Comics #140 (październik, 1948).

Twórcy: Bill Finger, Dick Sprang

Nie jestem, jak Joker! Dlaczego wszyscy tak twierdzą?! Tego klowna interesują jedynie żarty, chaos i morderstwa. Ja jednak żyję dla zagadek umysłowych! Dowcipnej gry! Szansy przechytrzenia godnego przeciwnika!

Riddler, Harley Quinn #6 (październik, 2001)

Na pierwszy rzut oka Riddler jest przeciwnikiem Batman, jakich wielu. Ubrany w dziwny kostium szaleniec, który ma konkretne modus operandi i konsekwentnie realizuje swoje cele. Cele czasem mniej, czasem bardziej spektakularne i rozległe, ale zawsze utrzymane w podobnym tonie (przynajmniej dopóki jakiś twórca nie wtłoczy go w wydarzenia do tej postaci niepasujące). Jednak wszystko to tylko pozory. Kryjący się za pseudonimem Pan Zagadka Edward Nigma to postać wyróżniająca się z galerii gothamskich łotrów zarówno zwyczajnym wyglądem – nie jest zdeformowany czy to od urodzenia, czy w wyniku wypadku – jak i brakiem spektakularnej czy dramatycznej genezy, która ukształtowałaby go nagle i pchnęła ku wielkiej zbrodni. Właściwie wszystko, co się tyczy Nygmy, paradoksalnie, jest bardzo proste.

Można powiedzieć, że dzieciństwo Nigmy, przynajmniej do pewnego momentu było całkowicie zwyczajne poza tym, że posiadał niezwykle zdolności do rozwiązywania wszelkiej maści zagadek, co oczywiście kochał. Drobiazgiem i zarazem pierwszym kontaktem z wykroczeniami było odkrycie, ile przyjemności sprawia mu oszukiwanie innych. Czym, jak nie rodzajem wyzwania intelektualnego to było? Oczywiście na tym się nie skończyło. Wkrótce młody Edward zaczął podkradać pieniądze z portfela ojca. Jak zareagowałby na to normalny rodzic, chyba nikomu nie trzeba mówić. Tymczasem ten nie tylko nie ukarał syna, ale jeszcze zaczął prowadzić z nim swoistą grę, ukrywając coraz lepiej drobniaki, a ich poszukiwanie stało się dla chłopca kolejną, stymulującą jego zdolności rozrywką. Tak wszystko się zaczęło.

Warto w tym miejscy podkreślić jeden detal. Chociaż Nigma uwielbiał zarówno rozwiązywać, jak i tworzyć zagadki, w tych obsesyjno-kompulsywnych czynnościach było coś, co zaprzątało go bardziej – konieczność wygrywania. Jemu nie sprawiało przyjemności, kiedy ktokolwiek rozwiązywał jego zagadki. Za każdym razem, kiedy tylko coś robił – czy to w dzieciństwie, czy życiu dorosłym, kiedy działał już jako łotr – robił to, by pokazać swoją wyższość. Wyższość zarówno nad tymi, których zagadki rozwiązywał z taką łatwością, jak i tymi, którzy jego zagadek rozwiązywać nie potrafili.

Istnieje jednak jeszcze jedna klasyczna jego geneza, a dokładniej ta, w której po objawieniu się niezwykłych zdolności Edwarda na testach w szkole, wychowujący go ojciec uznał, że syn oszukiwał (całkiem słusznie, test był z zagadek, a młody Ed, choć był dostatecznie inteligentny, by samemu sobie z nimi poradzić, włamał się wcześniej do szkoły, by wszystkie przećwiczyć) i zaczął się nad nim znęcać. Wszystko to z zazdrości. Skutek? Zamiast zmienić to Nigmę (czy jak ktoś woli Nashtona, bo takie nazwisko nosił), sprawiło, że wpadł w obsesję zagadek. Stało się to zarówno jego pasją, jak i mechanizmem obronnym – nie musiał w ten sposób mówić wprost, a więc i ponosić konsekwencji.

Czy są to genezy sprzeczne sobie? W większości superłotrów można by tak powiedzieć, ale podobnie jak to było w przypadku Poison Ivy, której nieprzystające wersje pochodzenia Neil Gaiman splótł w jedno, tak i Nigma / Nashton odzyskał wspomnienia złego traktowania w dzieciństwie, lecz czy były one prawdziwe, czy jedynie pseudo wspomnieniami, dostosowanymi do tego, czego sam późniejszy Riddler mógł chcieć, nie wiadomo. Niezależnie jednak od tego, docieramy w tym momencie do chwili jego życia, kiedy to próbował na swoim talencie zarabiać.

Tak oto, kiedy tylko opuścił swój dom, Nashton zatrudnił się w wesołym miasteczku, gdzie – pod zmienionym już nazwiskiem jako E. Nigma (bądź E. Nygma) – raczył odwiedzających swoimi zagadkami. Kto je rozwiązał, dostawał pieniądze, kto przegrywał, musiał płacić a ambicja Riddlera, by pokazać swoją wyższość, swoisty kompleks niższości popychający go do działania, jak popychał też innych przestępców, zmuszał go do tworzenia zagadek nierozwiązywalnych, co dla jednych było oszustwem, pozostawało jednak w zgodzie z wewnętrznymi zasadami moralnymi Edwarda. Chociaż to nie on był graczem uprawiającym hazard – a przynajmniej nie w typowym tego słowa rozumieniu – wyraźnie widać u niego uzależnienie typowe dla graczy. Ten dreszcz, ta adrenalina towarzysząca rzuconemu wyzwaniu przestały mu wkrótce wystarczać. Pokonywanie zwyczajnych ludzi nie dawało mu satysfakcji, sam przecież aspirował do bycia kimś więcej, kimś ponad, w końcu więc musiał rzucić wyzwanie komuś innemu o podobnych talentach. Kto zaś lepiej nadawałby się do tej roli, jak nie Batman, największy z detektywów, mistrz dedukcji i jednocześnie superbohater, któremu wszystko zawsze się udaje? Wyobraźcie sobie, co musiał czuć Edward, porywając się na taką zdobycz. A właściwie pierwszego być może równego sobie przeciwnika. Pokonanie go byłoby czymś najwspanialszym, rozbiciem banku, udowodnieniem swojej wyższości. Dlatego udał się do Gotham, gdzie zaczęła się jego przemiana. Zainspirowany innymi zamaskowanymi przestępcami, sam w końcu stał się jednym z nich.

Dlaczego? Powód był prozaiczny: bo mógł. Miał już pewne ku temu przygotowanie z dzieciństwa, miał już wroga w postaci Batmana, a że był pewien, iż jest w stanie dokonywać zbrodni idealnych, wystarczyło zrobić jedna krok ku przemianie. Wierzył, że jest tak wielki, że może łamać prawo i pozostawać ponad nim. Przede wszystkim jednak było to po prostu kolejne wyzwanie, kolejny etap tego samego działania, gwarantujący jeszcze więcej adrenaliny. A czym byłyby zbrodnie bez zagadek? W jego przypadku – niczym. Czy w takim razie może być dla niego coś przynajmniej równie istotnego, jak zagadki? Tak, wspomniana już moralność.

Może zabrzmi to paradoksalnie w przypadku przestępcy, jednak – podobnie jak to było ze znanym z filmowej serii Piła mordercą Jigsawem – nawet kiedy Riddler zastawia pułapki, a robi to często, by powstrzymać przeciwników, zawsze istnieje sposób, by się z nich wydostać. Jego zagadki, choć maksymalnie skomplikowane, mają rozwiązanie. Zresztą ostateczne zakończenie akcji śmiercią godnego mu wroga nigdy by go nie usatysfakcjonowało, bo oznaczałoby koniec zabawy. Chce pobić Batmana i jemu podobnych mentalnie, udowodnić, że jest mądrzejszy i inteligentniejszy od największego z detektywów, ale nie ma najmniejszego zamiaru go mordować. Kiedy w znanej na polskim rynku opowieści Hush odkrywa tożsamość Batmana, próbuje nim manipulować, grożąc ujawnieniem prawdy, ale Mroczny Rycerz domyśla się, że to jedynie blef. Jak stwierdza gothamski heros, dla Riddlera zagadki to uzależnienie, przymus, więc gdyby ujawnił, że pod maską kryje się Bruce Wayne, straciłby całą zabawę, bo jaką frajdę można mieć z zagadki, na którą wszyscy znają odpowiedź?

Nawet gdy czasem Riddler stara się wyłamać z tego wzorca zachowań, jego umysł działa niezależnie. Kiedy więc dokonuje „zwyczajnych zbrodni”, podświadomie zostawia wskazówki dla Batmana, a kiedy w takich sytuacjach przegrywa, chwilami zaczyna zdawać sobie sprawę, że jest chory. Że własna spaczona psychika popycha go do działań, których nie chciałby się dopuszczać. Przenosi się to także na zupełnie inne zachowania, jak właśnie działalność przestępcza, w którą brnie nawet wtedy, gdy już nie ma w tym przyjemności, bo przymus gry jest silniejszy. Wszystko to prowadzi do jednej tylko diagnozy – którą swoją drogą postawił przecież Rakul K. Parikh – Edward Nigma cierpi na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Potwierdza to również fakt, że Riddler w pewnym momencie zaczął zdawać sobie sprawę z własnych problemów psychicznych, co jest typowe dla tego schorzenia. Co prawda sam główny zainteresowany obawia się czasami, iż jest psychotykiem, jednak już z definicji takie rozważania niemal na pewno wykluczają ową chorobę.

W pewnym momencie swojego życia Edward stracił część pamięci (w tym informacje o tożsamości Batmana), a co za tym idzie także część osobowości. Skłoniło go to do porzucenia przestępczej działalności na rzecz pracy w roli prywatnego detektywa, ale nie oszukujmy się, pozostał tym samym człowiekiem i to, co robił, robił dla uznania. Były przypadki, kiedy starał się też oczyścić swoje imię, gdy ktoś popełniał zbrodnie w jego stylu, jednak pozostał tym samym zadufanym w sobie, wręcz ocierającym się o narcyzm typem, któremu brak współczucia. Można tu nawet posunąć się do stwierdzenia, że Nigma jest już nie socjopatą – to rzecz oczywista, skoro posuwa się do zbrodni – co wręcz psychopatą gotowym poświęcić swoich współpracowników dla osiągnięcia celu (co zresztą robił). Cel uświęca dla niego środki, jest najważniejszy, chociaż nikt nie powiedziałby jednocześnie, że Riddler jest sadystą.

Co się tyczy związków i romantycznych uczuć, trudno posądzić o nie Edwarda. Często pojawia się w towarzystwie kobiet, potrafi oczarować płeć piękną, ale zawsze są to jednorazowe znajomości. Kobiety są dla niego ciekawe, póki są zagadką, a zatem póki są świeżym elementem jego życia, później tracą dla niego wszelkie znaczenie (chociaż w uniwersum DC pojawiła się nawet Enigma, pomagająca mu nastolatka będąca najprawdopodobniej jego córką), a my znów zataczamy koło, sprowadzając wszystko to do tajemnicy i zabawy nią. Bo Riddler to człowiek oszalały na punkcie zagadek tak, jak niektórzy matematycy byli oszalali na punkcie liczb i prędzej czy później każdy element życia będzie musiał albo go stymulować, albo zniknąć na zawsze. Co się stanie, gdy zabraknie stymulantów? Może kiedyś się tego dowiemy.

Autorem artykułu jest Michał Lipka. Rocznik 88. Z komiksów nigdy nie wyrósł, choć pasjami czyta powieści i sam także stara się pisać. Ma na koncie kilka publikacji, scenariusz komiksowy też zdarzyło mu się popełnić, ostatnio jednak przede wszystkim skupia się na recenzjach i publicystyce, pisanych m.in. dla prowadzonego przez siebie bloga Książkarnię.

Korekta: Marcin Andrys.

[Suma głosów: 0, Średnia: 0]

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *