Studium przypadku: Mister Freeze

Mister Freeze (znany też jako Freeze, Mister Zero)

Imię i nazwisko: Victor Fries

Płeć: mężczyzna

Wzrost: 183 cm (6′ 0″)

Waga: 86 kg (190 lbs)

Oczy: niebieskie

Włosy: brak (opcjonalnie: białe)

Pierwsze pojawienie się: Batman #121 (luty 1959)

Twórcy: Bob Kane, David Wood i Sheldon Moldoff

Kochasz zimno, Victorze. Nawet jeśli sprowadzisz ją [żonę] z powrotem, w końcu i tak ją zniszczysz, bo ty kochasz tylko jej ideę. Swoją obsesję.

– Batman (Batman Annual Vol 2 #1)

Chyba nikt nie ma najmniejszych wątpliwości, co takiego ukształtowało Victora Friesa i pchnęło go na ścieżkę przemiany w Mr. Freeze’a. Rzecz w tym, że genezy jego przemiany i działań należałoby szukać o wiele głębiej niż jedynie w chorobie jego ukochanej żony i próbach ocalenia jej. Coś w końcu sprawiło, że przyszły przestępca zainteresował się kriogeniką i związanymi z nią kwestiami, i to właśnie te wydarzenia stanowią swoiste podwaliny wszystkiego, co zaszło potem.

Jak większość postaci z uniwersum DC, tak i Victor Fries nie ma jednej tylko wersji swojego życia. W pierwszej z nich przyszły Mr. Freeze jako dziecko musiał szukać ucieczki przed rzeczywistością: a dokładniej postacią swojego ojca. Mężczyzna, ogarnięty obsesją kontrolowania wszystkiego i wszystkich, był brutalny i wywierał dużą presję na syna. Czy właśnie to skrzywiło chłopca, czy skrzywienie tkwiło w nim od samego początku, nie jest jasne, ale hobby, w które uciekał, stało się zamrażanie zwierząt. Kiedy rodzice odkryli osobliwe zainteresowania syna, postanowili wysłać go do szkoły z internatem. Nic dziwnego, że młody Victor poczuł się porzucony, nieszczęśliwy i odizolowany od ludzi. To jednak był dopiero początek tego, co miało nadejść: zwiastun tego, że rodzice ostatecznie porzucili go, zrzekając się praw do opieki nad nim. O tym młody Fries dowiedział się w trakcie przerwy zimowej, kiedy wszyscy – poza nim oczywiście – wrócili na Święta do domu. Tak oto matka i ojciec pozbyli się kłopotu, ciężaru, a jego samego ogarnęło zimno, które miało towarzyszyć mu przez resztę życia.

Trudno jednak powiedzieć, by Victor nie zdawał sobie z tego sprawy. Kiedy minęły lata, a on sam trafił na studia, towarzyszyła mu tylko jedna myśl: nigdy nie poczuje już ciepłego dotyku. Zmiana jednak przyszła wraz z poznaniem pięknej Nory. Zakochany mógł liczyć na odmianę losu i odrobinę ciepła w swoim życiu. I nawet fakt, że para wzięła ślub w Wigilię – na dodatek śnieżną – nic tu nie zmienia. Nora zresztą uwielbiała śnieg. Jakiś czas potem Fries został nauczycielem kriogeniki w miejscowym college’u. Wszystko zdawało się układać jak najlepiej, przyszłość malowała się w jak najjaśniejszych barwach, ale, jak wiadomo, do czasu.

Tym, co złamało Victora, była choroba ukochanej kobiety. Rzadki nowotwór i brak szansy na jej wyleczenie, najpierw rzuciły go w ramiona załamania i sprawiły, że przeszedł wszystkie pięć etapów psychologicznych opisanych przez Elisabeth Kübler-Ross (zaprzeczenie, gniew, negocjacja, depresja, akceptacja), a potem pchnęły do porzucenia zajęcia wykładowcy i podjęcia pracy w GothCorp, wielkiej firmie farmaceutycznej. Fries wierzył, że ze swoim ponadprzeciętnym intelektem zdoła dzięki temu odkryć lek dla Nory i ocalić jej życie. Nie wyszło. Jednakże dzięki swojej pasji do kriogeniki był on w stanie opracować sposób na wprowadzanie ludzi w stan kriostazy. Pierwszym obiektem jego eksperymentów, oczywiście, została Nora. Zmrożona miała czekać, aż uda się wynaleźć lekarstwo na jej przypadłość. Działania te stały się swoistą obsesją Victora, walką z nieuchronną porażką, której nie mógł zaakceptować. Gdy jego szef, Ferris Boyle, dowiedział się o tym, odciął Friesowi fundusze, a kiedy okazało się, że Victor mimo to kontynuuje swoje badania, postanowił wybudzić Norę. Można się domyślić, do czego to wszystko doprowadziło. Oszalały na myśl o takiej możliwości Victor wpadł we wściekłość. Gdy jego protesty i przekonywania nic nie dały, miedzy oboma mężczyznami wywiązała się bójka, w trakcie której Fries stał się ofiarą własnych chłodziw i został porzucony na pewną śmierć.

Victor twierdził potem, że to w wyniku tego wypadku umarły wszystkie jego ludzkie uczucia. Co nie jest do końca prawdą. Żona, nawet po wypadku, stanowi ciepły element jego życia (zdarzyło się, że nasz pacjent uciekł z więzienia, by wytworzyć na Święta śnieg, bo Nora go uwielbiała). Rzecz w tym, że czegokolwiek by nie mówić o całym incydencie, podczas którego Victor zmienił się w Mr. Freeze’a, należy pamiętać, że ukształtował on go i ukierunkował, nie tylko jeśli chodzi o niezdolność egzystencji w temperaturze powyżej zera stopni Celsjusza, (która zmusiła go do wynalezienia specjalnego chłodzącego kostiumu). Tu jednocześnie zaczęła się jego mentalna przemiana, spychająca go na złą drogę. Załamany mężczyzna, rozbity psychicznie, przepełniony poczuciem zdrady, przekroczył cienką granicę. W umyśle pozostała mu jedynie chęć zemsty na Boyle’u, w której dokonaniu przeszkodził mu Batman. Może od tego punktu istniałby jakiś odwrót, gdyby nie fakt, że starcie z Mrocznym Rycerzem zakończyło się zniszczeniem kapsuły, w której spoczywała zabrana przez Victora Nora. Co prawda Fries sam był winny tej tragedii, jako że zniszczenia dokonał przypadkiem za pomocą skonstruowanej przez siebie broni (oczywiście opartej na zimie – cóż innego mógłby stworzyć człowiek, w życiu którego mróz zawsze przeważał), jednak o tragedię zaczął obwiniać obrońcę Gotham. Reszta była już prosta. Zemsta, jeszcze bardziej umotywowana w jego oczach i jeszcze bardziej konieczna, zaczęła napędzać go coraz mocniej, stając się nową treścią jego życia. To właśnie ona sprawiła, że Mr. Freeze pogrążył się w przestępczej działalności, chcąc ukarać Nietoperza i zniszczyć mu to samo, co sam stracił – czyli wszystko, co jest mu drogie.

Od tego jednak droga do stania się typowym przestępcą nie była już daleka. By osiągać swoje cele, Fries potrzebował wyposażenia, które mógł zdobyć jedynie nielegalnymi metodami (a przynajmniej te były najłatwiejsze), a to wiązało się niekiedy z przypadkowymi ofiarami. Ponieważ jedynie w Norze streszczały się jego wszystkie uczucia, stare przysłowie, mówiące że zemsta najlepiej smakuje na zimno, nabrało właściwego znaczenia.

Podobnie rzecz miała się z wersją, w której Nora nie zginęła. Pozostała zamrożona, a Freeze’a do działania popchnęły zarówno zemsta, jak i chęć pomocy ukochanej. Obsesja znalezienia pomocy zmusiła go do nielegalnego poszukiwania leku, a to, oczywiście, skonfliktowało go z obrońcami prawa, a także z tym, czego oczekiwałaby od niego Nora. Fries nie zastanawiał się jednak nad słusznością swoich działań, a tym samym nad możliwą reakcją żony na jego czyny. Być może sprawił to jej stan, bądź też jego odczłowieczenie w skutek wypadku, niemniej dla niego Nora pozostała bardziej ideałem, który miał utrwalony gdzieś w sercu i umyśle, niż prawdziwą osobą. Mimo to, a może właśnie dlatego, Mr. Freeze stawiał szczęście Nory ponad swoim własnym. Ostatecznie doprowadziło to do tego, że kiedy jego ukochana w końcu wróciła do zdrowia (Batman & Mr. Freeze: SubZero), upozorował własny zgon i zostawił ją, by mogła wieść spokojne, normalne życie. Uśmiech towarzyszący radości zmienia się w tym momencie w łzy szczęścia: może i znów Victor jest samotny i pogrążony w zimnie, ale cel jego życia tak czy inaczej został osiągnięty, a ideał pozostał niezmieniony.

Przynajmniej do pewnego, jakże ważnego momentu, którym okazał się powrót Nory do zdrowia. Moment ten pozwolił Victorowi przekonać się, że ukochana nie tylko była w stanie zaakceptować jego metody działania i to, co robił, ale także pójść tą samą co on ścieżką. Tak oto narodziła się „Mrs. Freeze”. Pojawił się jednak kolejne problem – Freeze odkrył, że nie chce dla Nory takiego życia. Konsekwencje w tym przypadku okazały się o wiele większe, niż sądził. Kobieta jego życia nie tylko zdecydowała się nie słuchać go i działać sama. A Victor? Tym razem role się odwróciły i ostatecznie to on skończył w komorze zamrożony i uwięziony. W identycznej sytuacji co Nora? Niestety nie. Ona miała kogoś, kto ją kochał i wszystko robił dla niej, a on został sam.

Jeśli chodzi o drugą genezę narodzin Friesa i wszystkich demonów go nękających, to w tym przypadku chłopak urodził się w Lowell, w Nebrasce. I choć pierwsze lata jego życia przebiegały normalnie, wkrótce wydarzył się wypadek, który zmienił wszystko. Zaczęło się od Dorocznych Zawodów Bałwana, w których brał udział wraz z matką. W trakcie jednych z nich, kiedy oboje przekraczali zmarznięte jezioro, lód się załamał, a rodzicielka wpadła do wody. Przeżyła, jednak uszkodzenia mózgu okazały się tak poważne, że kolejny rok kobieta spędziła przykuta do wózka. Te dwanaście miesięcy zmieniły młodego Victora tak bardzo, że kiedy nadeszły kolejne zawody, zabrał ją nad to samo jezioro i pozwolił, by lód znów się załamał. Matka była takim ciężarem dla niego, że pozwolił jej utonąć.

Lata później Victor napisał doktorat na temat pierwszego przypadku kriostazy, którego obiektem była niejaka Nora Fields. Mimo faktu, iż kobieta mogłaby być jego babką i że nigdy nie spotkał jej osobiście (chyba, że za takowe spotkanie uznać oglądanie jej zamrożonego ciała), dały o sobie znać psychiczne problemy Friesa i popadł on w obsesję na punkcie Nory. I to do tego stopnia, że zaczął uważać ją za swoją żonę i starał się wykraść jej ciało. W tej wersji Batman usiłował ukazać mu prawdę.

Jakkolwiek by na to nie patrzeć i którąkolwiek opowieść rozpatrywać, Victor Fries stał się ofiarą swoich traum i obsesji. Niezdrowe fascynacje w połączeniu z odrzuceniem i brakiem miłości oraz ciepła, wypaczały go tak bardzo, że nie potrafił zbudować normalnych relacji z ludźmi. Jedyna osoba, która wypełniła odczuwane od dzieciństwa braki (nieważne, czy w realny, czy wyimaginowany sposób), stała się jego obsesją i treścią życia. Reszta była wynikiem tego właśnie – jakkolwiek niewypaczonej i pokrętnej, ale jednak podjętej w imię miłości misji. Dlatego Fries ze wszystkich wrogów Batmana wzbudza najwięcej sympatii. Gdyby wydarzenia potoczyły się nieco inaczej, gdyby los oszczędził go choć trochę, może Fries wiódłby spokojne, szczęśliwe życie. Chyba że jego objawiające się od najmłodszych lat problemy psychiczne dałyby w końcu o sobie znać. Któż to jednak może wiedzieć.

Autorem artykułu jest Michał Lipka. Rocznik 88. Z komiksów nigdy nie wyrósł, choć pasjami czyta powieści i sam także stara się pisać. Ma na koncie kilka publikacji, scenariusz komiksowy też zdarzyło mu się popełnić, ostatnio jednak przede wszystkim skupia się na recenzjach i publicystyce, pisanych m.in. dla prowadzonego przez siebie bloga Książkarnię.

Korekta: Aleksandra Wucka.

[Suma głosów: 2, Średnia: 5]

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *