STUDIUM PRZYPADKU: TRYBUNAŁ SÓW

TRYBUNAŁ SÓW

Pierwsze pojawienie się: Batman Vol. 2#2 (grudzień 2011)

Twórcy: Scott Snyder i Greg Capullo

Beware the Court of Owls, that watches all the time,

Ruling Gotham from a shadowed perch, behind granite and lime.

They watch you at your hearth, they watch you in your bed.

Speak not a whispered word about them, or they’ll send the Talon for your head.

– Batman: The Court of Owls

W świecie superbohaterów każdy heros ma określony typ wrogów. Jak przekonywał swego czasu J. Michael Straczynski, budując mitologię totemów – zrobił to, co prawda dla wydawnictwa Marvel, ale koncepcję tę można przenieść na ogół uniwersum superhero – każdy bohater mierzyć się musi z łotrami odpowiadającymi mu swoistym image’em. Dlatego Spider-Man ciągle stawia opór wrogom opartym na zwierzętach, mutanci walczą albo z mutantami, albo ludźmi, a Superman stawia czoła bądź to kosmitom, którym sam przecież jest, bądź geniuszom, którym intelekt przeciwstawia się sile jego mięśni. To duże uproszczenie, ale rozumiecie sedno. A jak rzecz ma się z Batmanem? Najczęściej skonfrontowana zostaje detektywistyczna strona jego natury, gdy los stawia na jego drodze typowych bandytów albo niepodważalna logika zderzona z szaleństwem jednostek pokroju Jokera. Jednak co ze zwierzęcym aspektem jego osoby? To najlepiej obrazuje walka z Trybunałem Sów stanowiącym swoistego naturalnego wroga dla nietoperza.

Jednocześnie można powiedzieć także, że to najgorszy możliwy wróg nie tylko dla Gacka. Bo jakiego przeciwnika najłatwiej jest pokonać? Przede wszystkim tego, który działa w sposób widoczny, ale nikt nie ma szans w starciu z wrogiem, o którego istnieniu nie ma pojęcia, którego działań nie dostrzega i którego wspierać może każdy, bo korzeniami tkwiąca w zamierzchłej przeszłości, a co za tym idzie, posiadająca już wielkie zaplecze, swoje miejsce i kto wie, co jeszcze. Co jednak motywuje takiego przeciwnika?

Historia Trybunału Sów sięga siedemnastego wieku. Była to grupa bogatych ludzi, która trzymała władzę i chciała rządzić Gotham z cienia. Na jej temat opowiadano wiele legend, informacje o nich przekazywano sobie szeptem, aż Sowy stały się legendą miejską, w jaką można było nie wierzyć. Tymczasem te najbardziej szalone z nich, jak choćby o posiadaniu na swoich usługach swoistych zombie-morderców, okazywały się prawdą. Poza tym w różnych istotnych dla Gotham budynkach ukryte były pomieszczenia, w których swoje kryjówki czy może bardziej siedziby, miał Trybunał. Nietrudno było w ich przypadku przejść z prawdy do statusu mitu.

Niewiele jednak wiadomo o samych Sowach i tym, kto kryje się za noszonymi przez nich maskami. Można sądzić, że przywódcy organizacji (na czele niedobitków, której obecnie stoi Sędzia) są ludźmi, niżsi stopniem zaś są hybrydami ludzi i sów – co potwierdza choćby ich zachowanie czy sposób odżywiania się, a także sam wygląd.* Faktem jest jednak, że w dzieciństwie Bruce nawet uważał ich za winnych śmierci jego rodziców. Powraca jednak pytanie, jaka jest ich motywacja?

Najoczywistszą jest bez dwóch zdań władza. Trybunał Sów od wieków umacniał swoje panowanie nad Gotham, własne miejsce w nim i wpływy. To jego miasto i takiego jego statusu zamierza strzec. Przez wieki niemal chełpili się wrażeniem, jakie robili, obrastając kolejnymi legendami, cieszyli się z szeptanych plotek i strachu, jaki budzili. Bo strach był dla nich oznaką władzy, której strzegli dosłownie za wszelką cenę. Kiedy więc Batman wpadł na ich trop, musieli poczuć się zagrożeni i zacząć walczyć o swoje, co doprowadziło do ujawnienia ich – przynajmniej w pewnym stopniu. Jednak to wcale nie był główny powód. Ważniejsze bowiem okazało się to, że to właśnie Człowiek Nietoperz stał się nową legendą Gotham. Godziło to w ich dumę i niszczyło długo pielęgnowany wizerunek, który zresztą pozwalał im działać bez ponoszenia konsekwencji, bo jak tu ukarać legendę czy mit? – a na to nie mogli przecież pozwolić. Musieli obalić mit Batmana. Posunęli się nawet do tego, by zwerbować w swoje szeregi szantażowanego przez nich Nightwinga, chociaż wiedzieli, że będzie chciał działać przeciw nim.

Oczywiście istnieje też drugi, bardziej mistyczny element ich działalności. Z czasem bowiem okazuje się, że Trybunał Sów to nic innego jak kult czczący Barbatosa, nietoperze bóstwo z Mrocznego Multiwersum, mający pomóc mu zainfekować członka rodu Wayne’ów, który miał stać się nietoperzem. Cel? Oczywiście taki sam jak zawsze. Za swoją wierność, mieli zapewnione miejsce u boku bóstwa, a co za tym idzie jeszcze większą władzę. Niestety – przynajmniej dla nich – układ ten skończył się masakrą Sów, z której przetrwały jedynie niedobitki. Co teraz będzie ich napędzać? Czas pokaże, ale trudno oczekiwać, by zmieniły się priorytety. Władza i status to coś, czego Trybunał pożądał od początku – składał się w końcu z bogatych i wpływowych ludzi, którym mało było tego, co już mieli – i czego pożąda tak wielu ludzi, więc trudno oczekiwać odmiany.

*czy tylko dla mnie bardzo mocno przypomina to tajną organizację rządzącą światem z „Archiwum X” i hybrydy ludzi i obcych?

Autorem artykułu jest Michał Lipka. Rocznik 88. Z komiksów nigdy nie wyrósł, choć pasjami czyta powieści i sam także stara się pisać. Ma na koncie kilka publikacji, scenariusz komiksowy też zdarzyło mu się popełnić, ostatnio jednak przede wszystkim skupia się na recenzjach i publicystyce, pisanych m.in. dla prowadzonego przez siebie bloga Książkarnię.

Korekta: Marcin Andrys.

[Suma głosów: 0, Średnia: 0]

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *