STUDIUM PRZYPADKU: VICTOR ZSASZ

Victor Zsasz

Imię i nazwisko: Victor Zsasz, Mister Zsasz

Płeć: mężczyzna

Wzrost: 173 cm (5′ 8″)

Waga: 68 kg (150 lbs)

Oczy: niebieskie

Włosy: blond

Pierwsze pojawienie się: Batman: Shadow of the Bat #1 (czerwiec 1992)

Twórcy: Alan Grant, Norm Breyfogle

Człowiek nie potrzebuje istnienia żadnej boskości. Sam tworzy to, kim jest. Ja wybrałem eksterminację zombie. Wybrałem zabijanie. Ale jednocześnie ranię także samego siebie – żeby pamiętać, że nawet ja jestem jedynie człowiekiem!

— Mister Zsasz (Batman: Shadow of the Bat #2)

Victor Zsasz – znany także jako Mister Zsasz – to najprościej rzecz ujmując, morderca. Seryjny zabójca posiadający swoje modus operandi i swoje dzieje, swoją listę ofiar i szalony sposób liczenia tych, których odesłał z tego świata. Jak każdy miłośnik Batmana wie, posiada on także charakterystyczny wygląd, w końcu wróg zamaskowanego mściciela musi się czymś wyróżniać na tle innych mu podobnych bandytów, o których nikt potem nawet nie pamięta. Kim tak naprawdę jest Zsasz? Co uczyniło go tym, kim się stał? I wreszcie co się właściwie dzieje w jego głowie?

POCZĄTKI

Jak większość wrogów Batmana, tak i Victor Zsasz nie urodził się psychopatycznym szaleńcem. Właściwie jako młody mężczyzna był dobrze prosperującym biznesmenem: stał na czele międzynarodowej firmy, zarabiał wielkie pieniądze i świetnie sobie radził. Wszystko do czasu, a dokładniej dnia, kiedy spotkała go tragedia zbliżona do tej, jaką przeżył inny sławny milioner, Bruce Wayne: Zsasz stracił rodziców. Ci co prawda nie zginęli z ręki bandyty, a w wypadku, ale wydarzenie to miało wielki wpływ na dwudziestopięcioletniego wówczas Victora. Mężczyzna popadł w depresję, przygnębienie zaś topił w hazardzie. Nie obchodziła go wygrana, trudno też odnieść wrażenie, by szukał w tym emocji. Było to po prostu swoistą formą staczania się, upadania coraz dalej, wraz z kolejnymi traconymi kwiatami. Może nawet podświadomą formą ukarania się za to, że nawet mimo fortuny nie ocalił bliskich sobie ludzi albo nieświadomą próbą utracenia wszystkiego, co miał, by już nic nie trzymało go przy życiu, którego nie miał odwagi odebrać sobie, dopóki cokolwiek łączyło go z dawnym życiem. Dzień za dniem niezależnie od miejsca na świecie, w którym akurat przebywał, młody Zsasz tracił kolejne pieniądze, zbliżając się do nieuchronnego, tragicznego końca.

I tak oto w pewnym momencie zawitał do Gotham. Los chciał, że to właśnie owej nocy w tym miejscu stracił wszystko, co jeszcze posiadał – a zatem i właściwie jedyne elementy, jakie łączyły go ze światem i tym, kim był do tej pory. Wszystko odbyło się w kasynie Iceberg Lounge, gdzie Victor przegrał wszystkie pieniądze, jakie jeszcze posiadał, na rzecz Pingwina. To był krok potrzebny, by wykonać ostatni ruch w kierunku końca. Kiedy nie zostało mu już nic, Zsasz wreszcie zdał sobie sprawę z tego, jak puste było całe jego życie. Skupione na dobrach materialnych, zagubione, a gdy już nie istniało nic, co dotychczas go definiowało, okazało się nie mieć najmniejszego sensu. Nie trzeba było nic więcej, by pchnąć Victora poza skraj przepaści i doprowadzić do stanu, kiedy postanowił odebrać sobie życie. Na docelowe miejsce samobójstwa wybrał most Gotham Bridge. Jeden skok miał załatwić wszystko. Los miał jednak wobec niego nieco inne plany, który na zawsze odmieniły przyszłego Mister Zsasza.

A winne znów okazały się pieniądze. Kiedy bowiem Victor chciał odebrać sobie życie, zjawił się bezdomny, szukający pieniędzy. Ponieważ Zsasz nie chciał mu ich dać – nie miał zresztą czego – mężczyzna wyciągnął nóż i zaatakował niegdysiejszego milionera. Reszta była instynktem, chwilą nieświadomego działania. Może umysł i serce chciały śmierci, ale podświadomość zrobiła swoje – Zsasz powstrzymał bezdomnego przed zadaniem ciosu i wtedy stało się coś jeszcze bardziej znaczącego: oczy obu się spotkały. Niby nic takiego, niby wymiana spojrzeń niedoszłego mordercy i równie niedoszłej ofiary, ale właśnie ten moment stał się jakże brzemienny w skutki. Victor dostrzegł bowiem we wzroku bezdomnego, że nie tylko jego własne życie nie ma najmniejszego sensu, ale przede wszystkim nie ma go żadne życie. Że nikt i nic na tym świcie się nie liczy. Nic nie ma znaczenia, więc można właściwie robić wszystko. Przede wszystkim jednak, skoro życie jest beznadziejną udręką, trzeba pokazać to ludziom, a co za tym idzie – i co być może jest najistotniejsze z tego wszystkiego – wyzwolić ich z tej egzystencji. Ktoś to musiał zrobić, a kto nadawał się do tego lepiej, jak nie były milioner, który właśnie przejrzał na oczy? Dlatego w nagrodę za ocalenie mu życia i pokazanie jego nowego celu, zamordował bezdomnego jego własnym nożem i wkroczył na ścieżkę, którą podąża do tej pory.

MODUS OPERANDI

W tym miejscu skończyła się opowieść o Victorze Zsaszu biznesmenie, a zaczęła historia Victora Zsasza mordercy. Przemiana, ponowne narodziny, zaczęły się od odrzucenia (utraty) wszystkiego, co definiowało go do tej pory i obranie zupełnie nowego kursu. Tym było wspomniane uwolnienie ludzi od oków bezcelowego jego zdaniem życia – a właściwie nie tyle ludzi, ile zombie, bo tym właśnie były dla niego jego ofiary. Kogo wybiera jako swoje cele? Ogólnie nie ma to dla niego większego znaczenia, liczy się samo zabijanie, ale należy zauważyć, że najchętniej poluje na młode kobiety. Co oczywiście nie stanowi żadnej reguły. Każda jego zbrodnia ma też wiele wspólnego z życiem, jako takim. Swoje ofiary morduje, podcinając im gardło, by się wykrwawiły, a następnie układając ciało w pozycji mającej sprawiać wrażenie, że zabity wciąż żyje (pod warunkiem, że ma na to wszystko czas). Równie ważnym elementem zabijania jest dla niego oznaczanie na swoim ciele dokonanych zbrodni – po każdej zbrodni Zsasz zostawia na skórze nacięcie, mające przypominać mu o własnym człowieczeństwie. Jeśli spojrzycie na jego sylwetkę, zobaczycie, jak wiele osób odesłał z tego świata – właściwie nie ma już na nim miejsca, w którym nie widniałyby blizny mające za zadanie policzyć trupy.

Nie oznacza to jednak, że Victor działa sam. A przynajmniej nie zawsze. Jak wiadomo, najczęściej seryjni mordercy są samotnikami. Przyczyny takiego stanu rzeczy mogą być różne, od narcyzmu zaczynając, na nienawiści do otoczenia skończywszy. W przypadku osobników uważających się za wybrańców mających do wykonania konkretną misję, samotne działanie wynika ze swoistego syndromu Boga – w końcu to oni są tymi jedynymi, kimś specjalnym, niezwykłym. Im objawiła się prawda, której świat nie zrozumie, bo jest zbyt ograniczony. Jednostki tak wybitne, jak one, wykraczają daleko poza zdolności pojmowania innych ludzi, a co za tym idzie, nie mają potrzeby nawet próbować dogadywać się z nimi, bo i po co. Kogokolwiek los by z nimi nie zetknął, jest istotą niższą, być może narzędziem, ale nie kimś, z kim mogliby współdziałać na równych zasadach.

W przypadku Zsasza wygląda to nieco inaczej. Jest wybrańcem, jemu prawda została objawiona, ludzie są od niego gorsi, ale jednak pozostają tym samym gatunkiem. Sam dzieli podobny los, sam jest jednym z nich, jednym z zombie, rzecz w tym, że ktoś musi być wyższy od nich, by ich uwolnić. Dlatego też okalecza siebie za każdą popełnioną zbrodnię, chcąc przypominać sobie raz za razem, że też jest człowiekiem i też w końcu czeka go taki los. I również dlatego, choć pozostaje samotnikiem, kiedy pojawia się potrzeba współdziałania z innymi (jak np. połączenie sił z Panem Zagadką w Wojnie żartów z zagadkami), nie waha się przed dołączeniem do ekipy. W końcu to też kolejna dobra okazja do kontynuowania swojej misji, nawet jeśli odbywa się to w nieco inny sposób, niż samodzielne działanie.

Zsasz zdiagnozowany jako osoba psychicznie chora, kiedy zostaje schwytany, trafia do Azylu Arkham. Jak większość wrogów Batmana, tak i on prędzej czy później wydostaje się na wolność, by nadal zabijać. Za każdym razem zostawia za sobą wiele trupów – pracowników, policjantów i zwykłych ludzi, którzy mieli nieszczęście spotkać go na swojej drodze. I chyba jedynie śmierć lub kalectwo będzie w stanie powstrzymać go przed dokonywaniem kolejnych zbrodni, co czyni go jednym z najbardziej niebezpiecznych wrogów Batmana, wśród których nie brak przecież osobników balansujących na granicy szarej strefy moralności. U nich samych daje to pewną nadzieję na zmianę postępowania albo. W przypadku Victora wydaje się, że nie istnieje nic, co mogłoby zmienić jego myślenie, tym bardziej że uważa zbrodnie za swoją powinność. Szczególnie że – jak pokazano w No Man’s Land – nawet jeśli pojawi się impuls do zmiany, Zsasz w kilka chwil wraca na ścieżkę zła.

Autorem artykułu jest Michał Lipka. Rocznik 88. Z komiksów nigdy nie wyrósł, choć pasjami czyta powieści i sam także stara się pisać. Ma na koncie kilka publikacji, scenariusz komiksowy też zdarzyło mu się popełnić, ostatnio jednak przede wszystkim skupia się na recenzjach i publicystyce, pisanych m.in. dla prowadzonego przez siebie bloga Książkarnię.

Korekta: Marcin Andrys.

[Suma głosów: 0, Średnia: 0]

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *