Z czego się śmiejemy? Z Was się śmiejemy! Zabójczy Żart na serio

Zaślepieni wolnością

batman-the-killing-joke

Błogosławieni Ci, którzy potrafią śmiać się z samych siebie, albowiem będą mieli ubaw do końca życia.

O „Zabójczym Żarcie” powiedziano już chyba wszystko. Temat wydawał się absolutnie wyczerpany. Nie miałem jednak pojęcia, w jak wielkim byłem błędzie. Należałoby zacząć od tego, że niejako zrozumiałe są racje krytyków niniejszego komiksu. Zarzucają oni „ostatecznej” opowieści o Jokerze pobieżność i prostotę fabularną. Sam w swoim niedawnym artykule dla Business Insider starałem się udowodnić, że Alan Moore nawet nie starał się stanąć na wysokości zadania jako scenarzysta z racji chęci dokonania zemsty na DC Comics, a wszelkie niuanse, tropy fabularne wraz z dwuznacznościami, są zasługą inwencji Briana Bollanda (na wielu konwentach przyznawał się zresztą, że jest to „jego komiks”). Zarówno jednakże oponentom, jak i fanom tego kultowego komiksu umyka niespodziewanie dojmujący wydźwięk opowiadanej historii, jeśli spojrzy się na nią z perspektywy ukazywania w niej sfer wolności, przymusu i dobrobytu.

Nad wolnością dzisiaj nikt się głębiej nie zastanawia. Albo zwyczajnie jest lub też jej nie ma. Od czasów rozważań filozofa Isaiaha Berlina sprawa wydaje się być definitywnie rozstrzygnięta. To Berlin w 1958 roku na Uniwersytecie Oksfordzkim wprowadził do współczesnej filozofii dwie sprzeczne ze sobą koncepcje wolności, stanowiące fundament ideowy cywilizacji zachodu na kolejne dekady po dziś dzień. Pierwsza z nich, wolność negatywna, jest wolnością od jakiegokolwiek przymusu. Wolność pozytywna zaś to prawo działania zgodne z własną wolą.

Wedle wywodu myśliciela, dążenie do uzyskania wolności negatywnej jest realizacją człowieczeństwa. Człowiek w końcu chce się realizować w świecie bez żadnych ograniczeń. Wolność pozytywna na to nie pozwala, gdyż „wolność do …” wymaga przymusu – nieważne czy samego zainteresowanego, czy też społeczeństwa lub konsekwencji wydarzeń losowych. Choć refleksje Berlina wywołały dyskusje, to z czasem nikt nie podważał tak przyjętego rozróżnienia wolności, ani tym bardziej utożsamiania jej „negatywnego”odpowiednika z istotą bycia człowiekiem.

Trudno nie rozpatrywać zarówno Batmana, jak i Jokera jako reprezentantów dwóch odmiennych wariacji wolności. Historia obu postaci ma taki sam początek. Obaj są świadkami tragedii, która odciśnie na nich dozgonne piętno. Ich reakcja na traumatyczne zdarzenie jest jednak zupełnie inna.

Joker, przekonany o bezsensie życia i jego losowości, dochodzi do wniosku, że sprawiedliwość nie istnieje. Wymykanie się normom społecznym i kulturowym staje się usprawiedliwieniem na bestialstwo  tak manifestuje swoją wolność. Nie jestem niewolnikiem rygorów cywilizacyjnych, stąd też jestem wolny. Mogę robić co chcę i czerpać z tego satysfakcję.

Bezwzględność świata miała zdecydowanie odmienny wpływ na Bruce’a Wayne’a. Aby nikt nie musiał przeżywać podobnego dramatu, jako dziecko poprzysięga zwalczenie wszelkiej zbrodni i ratowanie ludzi przed kryminalistami. Chłopiec, który jako dojrzały człowiek przemieni się w Mrocznego Rycerza, staje się niewolnikiem swej własnej obietnicy, która z czasem przerodzi się w obsesję. Jako młodzieniec rezygnuje z wystawnego, towarzyskiego życia dziedzica fortuny, a zamiast tego podróżuje po świecie i pobiera nauki od mistrzów sztuk walk oraz naukowców na przeróżnego rodzaju uniwersytetach. Swoim zachowaniem Wayne podkreśla, że jest wolny, bo ma prawo realizować swoją wojnę z przestępczością z racji przeżytej tragedii. Daje mu to mentalne przyzwolenie na bycie panem swego losu wraz z osiągnięciem perfekcji fizycznej i intelektualnej. Ceną jest porzucenie potocznie rozumianego szczęścia a nawet miłości (w którą też za specjalnie nie wierzy) dla osiągnięcia spełnienia.

Ktoś powie, że nie ma w tym nic odkrywczego ani ciekawego. Dokonano tutaj prostego nałożenia porządku filozoficznego na postacie popkultury i nie wynika z tego nic ponadto, że ładnie to wszystko ze sobą pasuje. Tyle tylko, że powszechnie akceptowalna i chwalona koncepcja wolności Berlina  jest zaledwie teoretyczna, by nie rzec wadliwa, jeśli skonfrontuje się ją z rzeczywistością. Wolni do robienia i osiągnięcia czegokolwiek jesteśmy o tyle, o ile mamy ku temu środki i sprzyja nam dobrobyt. Uświadomimy to sobie z prostej, przykładowej dedukcji. Chcąc lepiej zarabiać, musimy się przekwalifikować. Wymaga to poddania się ponownej edukacji, a jeśli ma być ona efektywna, to potrzeba kupić stosowne, sprawdzone książki. Te zaś trzeba kupić, tak jak i pożywienie wraz z wodą. Sam fakt, że mam prawo do życia bez niezależności finansowej nic nie znaczy.Tym samym koncepcja wolności jaką znamy jest iluzją zakrywającą bezwzględne realia rządzone światem. Zasłania nierówności i niesprawiedliwości, które są biernie akceptowane przez społeczeństwo.

Gdyby się głębiej zastanowić, kwestia dobrobytu definiuje dalsze poczynania bohatera w stroju nietoperza i jego barwnego antagonisty. Zanim jednak szary everyman przeistoczył się w Jokera, starał się bezskutecznie w „Zabójczym Żarcie” zdobyć środki na utrzymanie rodziny. Brak alternatyw zmusił go do wybrania przestępczych metod do osiągnięcia wymarzonych celów. Ukazywana w retrospekcji postać nie rozumie jednak, że nie da się wytworzyć żadnej wartości bez ponoszenia pewnej ceny, zwłaszcza idąc moralnie na skróty lub na łatwiznę. Nie da się zrobić „czegoś” z „niczego”. Rozpacz i chęć zadawania cierpienia podpierana egzystencjalnym nihilizmem nie pozwala mu tego zauważyć, przez co ucieka od prawdy w mentalny chaos.

U Batmana kwestia dobrobytu w gruncie rzeczy jakby nie istnieje, ponieważ Wayne nie do końca rozumie jak to jest, gdy nie ma się środków do życia. Jest przecież obrzydliwie bogaty. Jest Gwiazdą, dobroczyńcą, miliarderem, otoczonym za dnia wianuszkiem kobiet. Dzięki odziedziczonej fortunie może sobie pozwolić na zbudowanie pod rezydencją całego kompleksu jaskini z najnowszą technologią, stanowiącą jego centrum dowodzenia. Status społeczny i prestiż sprawia, że z trudem idzie mu wchodzenie w obce buty, zrozumienie świata z innej perspektywy. Zwłaszcza, że swój światopogląd i wartości uznaje w „Zabójczym Żarcie” za niejako lepsze, za co właściwie ciężko go winić.

W ten oto sposób dochodzimy do istoty finałowej sceny komiksu autorstwa Moore’a i Bollanda. Przekonany o swej racji i słuszności Batman proponuje Jokerowi resocjalizację, a co za tym idzie, powrót na łono społeczeństwa. Ten jednak oznajmia mu, że jest za późno i jako kontrę odpowiada mu… kawałem o dwóch wariatach chcących uciec ze szpitala psychiatrycznego. Joker swym paszkwilem chciał wcisnąć Batmanowi szpilę, wyśmiać go, upokorzyć. Pokazać, że w gruncie rzeczy, pomimo przeciwieństw, są do siebie podobni.

Dzieje się jednak coś nieoczekiwanego. Batman, zamiast oddać za zniewagę… Śmieje się wraz ze swym nemezis z opowiedzianego dowcipu. Nie dlatego, by ukazać jego akceptację względem kryminalisty, ale by zaprezentować symboliczne zerwanie klapek z oczu. W głębi duszy uświadomił sobie, że jest więźniem zarówno wytworzonych przez siebie zasad, jak norm społecznych wypracowanych przez społeczeństwa i cywilizację (w tym wypadku zachodnią jej część). Czy nie jest bowiem tak, że 5 minut po naszych narodzinach zostają nam nadane przymioty  – tożsamość, pochodzenie, religia – których w życiu dorosłym bronimy, nawet jeśli nie mieliśmy nigdy okazji dokonać wyboru? Kultura, jako źródło cierpień, odpowiedzialna jest za stworzenie takich odmieńców jak on i Joker, jako skutków ubocznych swej działalności. Zdał sobie sprawę z tego, że on wraz z Jokerem są dwoma pomyleńcami chcącymi uciec z domu wariatów zwanego światem – nieszczęśliwymi ludźmi realizującymi swoje wizje sprawiedliwości na własną rękę. Wierzącymi w nią, choć w rzeczywistości przyznanie się przed samym sobą do nieistnienia sprawiedliwości  jakby nie patrzeć, jest ona konstruktem wytworzonym kulturowo przez człowieka ku pokrzepieniu serc – wyzwoliłoby ich z manii na dobre. Przed wiarą w sprawiedliwość przestrzegał swego czasu profesor Leszek Kołakowski wszystkich tych, którzy dążą do zaskarbienia szczęścia.

Gdy Batman mówił o pokoju, nie widział, że są tacy, którzy chcą, żeby pozabijał się z błaznem i żył w strachu, całe noce i całe dnie. Tym kimś jest audytorium w postaci czytelników, odbiorców masowej kultury żądających chleba i igrzysk. Przewrotność polega tutaj jednak na tym, że wychodzimy (nawet ja, piszący te słowa) na obłudnych hipokrytów. Nie potrafimy bowiem szczerze przyznać się do gorszego, brzydszego oblicza tkwiącego w nas samych. Twarzy, która pojawi się wraz z nadejściem złego dnia. Wolimy postrzegać siebie jako bohaterów, szlachetnych i uczynnych, a zło traktować jako coś co pochodzi spoza nas. Nadal mamy z tym problem – z łatwością współczujemy francuskim ofiarom terroryzmu na Facebooku i marszach, ale już bliskim zabitych w Abu Ghraib czy Bagdadzie trudniej okazać solidarność z powodu różnic kulturowych. Lubujemy się w dzieleniu mas na gorsze lub lepsze, w zależności od parametrów, choć nie mamy moralnie prawa z racji tego, że w gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy tacy sami. Batman z Jokerem na końcowej stronie, uzmysławiając swoją marność w spektaklu dla obłudników, śmieją się ze swej masowej widowni podglądaczy. Przyjrzyjcie się dokładnie kadrom, ich planom. Kto wie, być może życiowa odwaga polega na przyglądaniu się bacznie nicości i pozwoleniu jej, by nas bezpowrotnie przemieniła? Kto wie, być może tą ciemnością jesteśmy my sami?

„Zabójczy Żart”, jak każde wiekopomne dzieło sztuki i popkultury, zadaje tym samym trudne pytania na temat otaczającej nas rzeczywistości, istoty wolności aprobowanej w naszych czasach i komu ta wolność przysługuje. Wykorzystując fikcyjne postacie bezpardonowo ukazuje realny świat, rządzące nim zasady oraz jego bezkompromisowość. Udowadnia, że jedynym wyjściem z tej chorej rzeczywistości jest przebudzenie się, poznanie mechanizmów represji. Pokazuje, że od życia nie powinniśmy oczekiwać niczego prócz spełnienia marzeń, a i na te powinniśmy uważać i dobrze przemyśleć, albowiem kiedyś mogą się spełnić. I choćby dlatego warto patrzeć na ten komiks, jako na rzecz nadzwyczajną w swojej formie.

Autorem artykułu jest Michał Chudoliński. Więcej o nim dowiecie się tutaj.

Korekta: Sebastian Kownacki, Monika Banik.

[Suma głosów: 17, Średnia: 4.1]

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *