JLA: WIEŻA BABEL – RECENZJA KOMIKSU

Gorycz zdrady przyjaciela

Autor recenzji: Michał Chudoliński

W komiksowej „Wieży Babel” Mark Waid przeskoczył samego siebie w roli twórcy i scenarzysty. Nie dość, że opowiedział doskonałą historię o Batmanie jako łotrze, antagoniście w moralitecie o ratowaniu świata, to jeszcze między wierszami zdołał powiedzieć coś ważnego o naturze ludzkiej oraz naszym byciu w niedoskonałej rzeczywistości.

 W uniwersum DC Comics Ziemia jest w dużej mierze strzeżona przez Ligę Sprawiedliwości – stowarzyszenie najpotężniejszych herosów działających w służbie dobra, pod flagą amerykańską. Wtem, nieoczekiwanie, świat ogarnia chaos. Języki zostają pomieszane, wzmożona zostaje pożoga. Wręcz mamy do czynienia z wojną wszystkich ze wszystkimi na niewyobrażalną skalę. Superbohaterowie pokroju Supermana, Wonder Woman i Flasha – próbując opanować niełatwą sytuację – sami są w nie lada tarapatach. Ktoś atakuje ich znienacka, wykorzystując ich słabości, czułe punkty, przeciw im samym. Jakiż musi być szok, kiedy okazuje się, że za planami ich pokonania, zuchwale wykorzystywanymi, stoi nie kto inny jak ich najbardziej zaufany sojusznik. Mroczny Rycerz z Gotham.

Fani popkultury w przeróżnego rodzaju zestawieniach podkreślają zazwyczaj, że o wyjątkowości Batmana w panteonie bohaterów w rajtuzach świadczy jego śmiertelność i człowieczeństwo. Geniusz autora „Wieży Babel”, Marka Waida, polega na ukazaniu ludzkiej strony Batmana w mrocznych odcieniach szarości. Czytelnik zostaje tutaj przypomniana smutna prawda, że Bruce Wayne może i jest człowiekiem, ale emocjonalnie kalekim. Za sprawą śmierci swoich rodziców został bądź co bądź ofiarą procesu socjalizacji, co przejawia się w jego totalnym braku zaufaniu do kogokolwiek oraz nienauczeniu się ponoszenia odpowiedzialności za swoje czyny. Pycha Batmana polega na tym, że ma być po jego myśli, bezwzględnie. Jeżeli wymyślił sobie ewentualność, w której jego koledzy i przyjaciele przechodzą na ciemną stronę mocy, to należy się na to przygotować, abstrahując od wszelkich uczuć lub powinności.

„Wieża Babel” dowodzi, że nie sposób przygotować się na wszelkie zrządzenie losu. A jeżeli ktoś ma takie paranoiczne przysposobienia to wielce prawdopodobne, że za sprawą swoich machinacji prędzej wyjdzie na obłudnika niż męża stanu. W klasycznej historii bioterrorysta Ra’s Al Ghul wykrada dokumentację Wayne’a nie tyle by realizować swoje wymysły o ratowaniu planety, ile, żeby nade wszystko uwydatnić hipokryzję Człowieka-Nietoperza. Niby przyświadcza swoich przyjaciół z JLA o solidarności oraz aktywnej pomocy, ale podświadomie myśli o nożu skrytym za plecami. Czy Superman i ferajna będą w stanie wybaczyć Batmanowi, gdy sytuacja się unormuje? Czy my, będąc w sytuacji poczucia zdrady przez kogoś, komu ufamy (nawet jeżeli miał ku temu powody), umielibyśmy to zrozumieć?

Dochodzimy w ten sposób do kolejnego, słodko-gorzkiej refleksji towarzyszącej nam w trakcie lektury komiksu Marka Waida. Jakkolwiek źle byśmy oceniali Batmana i jego niezdrowe nawyki… to trudno jednocześnie nie odmówić mu racji. Mamy tutaj bowiem do czynienia nie tyle z konfliktem bajronistyczny bohater kontra przyjaciele, ile nade wszystko człowiek kontra nadludzie. Choćby Mroczny Rycerz nie wiadomo, jakby się starał, nigdy nie doścignie swoich kolegów z Ligi. Sama ta dysproporcja zaczyna budzić zastrzeżenia i lęki w potrafiącej się dynamicznie zmieniać mechanice relacji międzyludzkich. Może więc poczynania Batmana przedstawione w omawianym komiksie to nie objaw lęków, ale jednak zdrowego rozsądku?

„Wieża Babel” pozostawia te kwestie otwarte, nie dając definitywnych odpowiedzi. Mamy tutaj do czynienia z szokującą historią, traktującą o imposybilizmie wpisanym w naszą kondycję ludzką, który jest nie do przeskoczenia. Świat bowiem nie jest czarno-biały. Dawno temu rzymski poeta Juwenalis z Akwinum z przekorą pytał: „Kto będzie pilnował strażników?”, co samo w sobie obrazuje doskonale odwieczny problem z zapewnieniem kontroli nad moralnym przysposobieniem samych obrońców etyki.

Liga Sprawiedliwości wygrywa tutaj po raz kolejny. Ale niesmak pozostaje. Urażona duma nie zostaje uleczona. Herosi pozostają z przeświadczeniem, że lepiej realizować interesy oparte na przyjaźni niż przyjaźnie bazujące na interesie. Jest to prawidłowość znamienna dla relacji jednostkowych, biznesów, ale też na poziomie stosunków międzynarodowych. Widzimy to zwłaszcza teraz, w czasach niepokoju. Zachód niby jest zjednoczony, ale w obliczu nadejścia chińskiego smoka USA próbuje się zepchnąć z Europy. Sami Amerykanie dłużni nie są, podsłuchując swoich sojuszników, jak to miało miejsce w 2014 r. Niby wspólne interesy, a jednak ktoś w pewnym momencie mówi: „sprawdzam”. O dylematach wokół kwestii broni masowego rażenie już nawet nie wspominam, bo one same tutaj przychodzą na myśl.

„Wieża Babel” jest o tyle wartościową lekturą, bo uświadamia nam, że po rozlanym mleku, gdy już nikt nikomu nie wierzy na słowo, trzeba jednak zrobić to, co słuszne. A obok tej głębi psychologicznej oraz machinacji rodem z teorii gier mamy tutaj jeszcze poczucie obcowania z dobrym komiksem akcji. Stawka jest wysoka, akcja do pewnego momentu jest nieprzewidywalna, a dodatkowe opowieści dodają jedynie niuansów  do stosunków wewnątrz Ligi. Nawet jeśli zgeneralizuje się komiks Waida do prostego pytania o istotę dobrej drużyny, to i tak uderzy się w jego sedno. Jest to jeden z lepszych komiksów opublikowanych w tym roku, jeżeli chodzi o superbohaterów. Dla każdego fana tego gatunku jest to pozycja obowiązkowa.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji.

Korekta: Marcin Andrys.

JLA: Wieża Babel, Scen. M. Waid, D. Grayson, D. C. Johnson, rys. H. Porter, P. Raimondi, A. Jorgensen, M. Pajarillo, S. Scott, Egmont 2023.

[Suma głosów: 0, Średnia: 0]

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *