TRAUMA NIESIONA KOMIKSEM

Co stało się z zabawami na wolnym powietrzu i chęcią poznawania fascynującego świata? Co dorówna zapachowi jesiennych liści opadających z drzew albo morskiej bryzie delikatnie muskającej twarz? Młodzi dzisiaj cenią sobie wirtualne życie bardziej od realnego. Tkwiąc zamkniętym szczelnie w skorupie swego awatara, nie trzeba podejmować żadnego ryzyka czy też narażać się na ból i rozczarowanie, bo przecież to wszystko na niby. Za taki stan rzeczy można zwalić winę na luki w edukacji albo brak czasu dla dziecka, na który cierpi co drugi rodzic w Polsce albo na coraz to bardziej nabierający prędkości wyścig szczurów, w którym to niejeden wrażliwiec został pożarty w całości. Bezpieczniej zatem nie stykać się z realem i pozostać w cieniu komputerów, smartfonów etc.

Miałem to szczęście, że w wychowywałem się w domu otwartym, gdzie nie unikano trudnych tematów, a jednocześnie nie zwalano ich na mnie bez ustanku. Zabawy z kolegami na świeżym powietrzu, zdarte kolana i nadwyrężone od okrzyków gardła przypominały późniejsze filmy science fiction z domieszką komedii romantycznej. We wczesnym dzieciństwie chciałem być superbohaterem, mieć supermoce i walczyć ze złem. To było marzenie łączące wielu w trakcie podwórkowych zabaw. Pamiętam jak dziś, kiedy tupałem nogami i z płaczem wyrzucałem mamie, że moje życie jest nudne i nie przeżywam takich wspaniałych przygód jak Batman czy Spider-Man. Kiedy skończyłem dwadzieścia dwa lata, zaciągałem się do IDF (Israel Defence Forces), gdzie można by rzec, że zacząłem spełniać swoje marzenia z dzieciństwa. Tam większość moich kolegów i koleżanek była potomkami europejskich Żydów, którzy po II wojnie światowej często emigrowali do USA, a dopiero później do Izraela. Dzieci, które przyszły na świat w okresie tego tranzytu bawiły się pewnie w wojnę i zabijanie Niemców. W zasadzie wszyscy ważni twórcy tzw. Złotej i Srebrnej Ery komiksu urodzili w rodzinach żydowskich imigrantów z Europy Wschodniej. Twórcy Supermana: Jerry Siegel i Joe Shuster czy Bob Kane (urodzony jako Bob Kahn) i Bill Finger, którzy stworzyli Batmana. Stanley Lieber znany światu jako Stan Lee, a także Joe Simon i Jack Kirby (Jacob Kurtzberg) twórcy Kapitana Ameryki. Postaci przez nich stworzone w mniejszym lub większym stopniu zostały wyposażone w pewne cechy, emocje czy nawiązania do historii, czy kultury żydowskiej. Choć żaden z nich nie pochodził z ortodoksyjnie religijnej rodziny, to wszyscy wychowali się w żydowskim środowisku, mieli Bar Micwy, słuchali Hagady w święto Pesach czy midraszy zamiast bajek o Czerwonym Kapturku.

Jednym z czołowych twórców komiksowych, którego życie w młodości doświadczyło i przez co wzniosło jego wyobraźnię ponad zabawy z podwórka, był Stan Lee. Urodził się w Nowym Jorku jako Stanley Martin Lieber. Jego rodzice, Celia Solomon i Jack Lieber byli żydowskimi imigrantami z Rumunii. Rodzina przeprowadzała się wielokrotnie na terenie Nowego Jorku. Uczęszczał do szkoły średniej na Bronksie. Jako nastolatek ponad podwórkowe wygłupy bardzo lubił pisanie. W latach szkolnych zaczął już marzyć o karierze pisarskiej. Początkowo wykonywał drobne zlecenia – pisał nekrologi dla agencji prasowych i zachęcał do wykupienia prenumeraty gazety „New York Herald Tribune”. Podejmował się też innych zajęć dorywczych, był m.in. roznosicielem kanapek i chłopcem na posyłki. Szkołę średnią ukończył w 1939 roku, wcześniej niż jego rówieśnicy. Z pomocą swojego wuja Robbiego Solomona i wydawcy komiksów Martina Goodmana został pomocnikiem w wydawnictwie Timely Comics, które miało później rozwinąć się i zmienić nazwę na Marvel Comics. Nie miał zamiaru zajmować się komiksami. Marzył o karierze wielkiego pisarza. Wtedy też powstał jego pseudonim literacki – Stan Lee. Jak wyjaśnił wiele lat później, miał zamiar pisać pod swoim prawdziwym nazwiskiem tzw. poważną prozę. Pierwszą jego komiksową publikacją były dialogi do trzeciego numeru komiksu Captain America Comics w maju 1941 roku. Był na tyle zdolny, że bardzo szybko otrzymał posadę redaktora. Wkrótce po wybuchu wojny zgłosił się na ochotnika do wojska. W latach 1942–1945 służył w United States Army Signal Corps, gdzie pisał instrukcje oraz scenariusze filmów szkoleniowych i propagandowych. Wymyślał także slogany reklamowe. Zdemobilizowany został w 1945 roku. Stan Lee stworzył Spider-Mana. Peter Parker poza wszystkimi nieszczęściami wiążącymi się z byciem nastolatkiem i kujonem jest też odpowiednikiem typowego Żyda w Ameryce postholokaustowej. Trauma, która mu towarzyszy dotycząca braku możliwości ocalenia swoich rodziców, a później wujka, jest dokładnie tą samą traumą, która gnębiła wielu ocalonych z Zagłady. Tak więc Spider-Man rozpoczął walkę ze złem powodowany, nie żądzą zemsty jak Batman, lecz poczuciem winy. Reżyser Sam Raimi (potomek żydowskich imigrantów z Węgier) opisał Spider-Mana jako próbującego odkupić swoje winy.

Natomiast wzorzec wszystkich dwudziestowiecznych superbohaterów był dzieckiem dwóch żydowskich nastolatków z Cleveland: Jerry’ego Siegela i Joe Shustera. Historia kosmity, który trafił na Ziemię jako małe dziecko wysłany przez rodziców pragnących ocalić go przed zagładą, która czekała ich planetę to tylko częściowo nawiązanie do wspomnianego wcześniej toposu mojżeszowego z rodziną skromnych farmerów zamiast egipskiej księżniczki. Trudno też nie zauważyć podobieństwa do „kindertransportów”, którymi w latach 30. ewakuowano dzieci z terenów zagrożonych nazistowskimi prześladowaniami.

Superman wniósł do gatunku trzy wyznaczniki: specjalne moce, podwójną tożsamość i kostium. Podwójną tożsamość można często zauważyć wśród Żydów. Na porządku dziennym przed wojną, a także później było posiadanie imienia hebrajskiego oraz „zwyczajnego” na użytek kontaktów ze światem nieżydowskim oraz, jak nieraz bywało, całkowite ukrywanie swego pochodzenia. Bohater zwany Supermanem ukrywał się pod maksymalnie gojskim pseudonimem Clark Kent. Z przylizanymi włosami, w rogowych okularach odgrywał jąkającego się i safandułowatego kujona („nerda” jakbyśmy dziś powiedzieli) w typie „szlemiela” – wiecznego pechowca i ciamajdy z żydowskich dowcipów i opowieści. Ukryta tożsamość to znak rozpoznawczy jednej z najsłynniejszych „superbohaterek” biblijnych – Estery. Żydówka imieniem Hadassa ukryła swe pochodzenie przed perskim królem Achaszweroszem, którego poślubiła, by w krytycznym momencie ujawnić się, by ratować pobratymców przed knowaniami królewskiego doradcy Hamana planującego eksterminację perskich Żydów. Samo imię Ester oznacza właśnie „Ukryta”, a czytana w święto Purim Księga Estery po hebrajsku nazywa się Megilat Ester – Ujawnienie Estery. Nie bez znaczenia jest „rodowe” imię Supermana urodzonego na planecie Krypton jako Kal-El. Nie sposób nie zauważyć podobieństwa do hebrajskiego np. „Kol El”, czyli „Głos Boga” lub „Naczynie Boga” albo też „Bóg jest wszystkim”. Podobnie jak inny „żydowski przodek” – Samson, tak i Superman miał swój słaby punkt, czyli minerał zwany Kryptonitem, który pozbawiał go nadludzkich mocy. „Superman”, czyli po niemiecku „übermensch” to jedno z kluczowych pojęć w nazistowskiej filozofii rasowej. Po drugiej stronie Atlantyku ta fikcyjna postać wywołała furię samego Josefa Goebbelsa, który wystosował całą tyradę skierowaną przeciwko „fizycznie i umysłowo obrzezanym” autorom komiksu. Nikt lepiej od niego nie rozumiał potęgi propagandy i roli, jaką pełniła w niej rozrywka. Nazistowski oficjel obawiał się narysowanego kosmity w trykocie. Rabin Weinstein znajduje tropy etosu Supermana w traktacie „Pirkei Awot” (Sentencje Ojców), gdzie jest mowa, że świat opiera się na trzech rzeczach: prawdzie, sprawiedliwości i pokoju. Postać Supermana walczyła o prawdę, sprawiedliwość i… „american way”. W innym fragmencie traktat oznajmia, że człowiek powinien starać się być „szybki jak lampart, lekki jak orzeł, rączy jak jeleń i silny jak lew”. Słynny slogan Supermana „szybszy niż pocisk, silniejszy niż lokomotywa, zdolny przeskoczyć najwyższy budynek” wydaje się swego rodzaju uwspółcześnionym odbiciem tego zdania. Smutne dziś jest to, że na superbohaterów nie ma już zapotrzebowania, bo przecież według młodych nic złego na świecie się nie dzieje, nic nie zagraża, a ciekawiej jest w wirtualnej rzeczywistości. Taką rzeczywistością wcześniej przed erą komputerów i internetu były komiksy. Tak i one powoli odchodzą na przykurzoną półkę dziejów, a władzę przejmują ekranizacje filmowe przygód niezwyciężonych superbohaterów, które nie pozostawiają już nic do dodania wyobraźni widza.

Zalesie Górne
Dzielnica Filmów

Autorem tekstu jest Aleksander Szaul Rozenfeld. Urodził się w 1984 roku w Afuli koło Nazaretu (Izrael). Został ochrzczony w jeziorze Genezaret przez o. Daniela Rufeisena. Przez dwadzieścia lat mieszkał w Złotowie. Rok po maturze postanowił wyemigrować do Izraela, aby na własnej skórze przekonać się o świętości tej wyjątkowej Ziemi. Przez ponad dwa lata służył w Siłach Obronnych Izraela. Powrócił z pięcioletniej pielgrzymki i nadal pozostaje pielgrzymem, mimo że Polska to też jego Ojczyzna.

Publikacje:

„Wiercipięty Boże- Aniołki Chromające” (1999, Promedia Złotów) ,

„Ziemia Obiecana. Wybór wierszy” (2014, e-bookowo),

„Przebudzenie” – tomik wierszy (2016, e-bookowo),

„Słowo Żydowskie”- felietony (2018-obecnie, TSKŻ)

Korekta: Marcin Andrys.

[Suma głosów: 0, Średnia: 0]

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *