WKKDC: KRYZYS SZKARŁATNEGO KRYPTONITU

KRYZYS KARMAZYNOWEGO KRYPTONITU

Lata 90. XX wieku do dziwny okres dla świata komiksu. Po wielkich rewolucjach drugiej połowy lat 80., twórcy nagle zaczęli prześcigać się w wynajdowaniu kolejnych mrocznych fabuł i przełomowych momentów. Większość tego typu dzieł nie przetrwała jednak próby czasu. O ile jeszcze do Batmana świetnie one pasowały, to już nie każdy heros miał tyle szczęścia. Jednocześnie nawet w ówczesnym kiczu – czy skupieniu się jedynie na wymiarze rozrywkowym (czyt. rozwałce rodem z filmów Michaela Baya) – tkwiła pewna moc. Moc solidnego wykonania, całkiem realistycznego, choć jednocześnie pełnego fantazji tak dziwnych, że momentami aż śmiesznych. Owszem, dla mnie osobiście komiksy te mają także wymiar sentymentalny – jak dla każdego, kto wychował się na zeszytówkach TM-Semic – ale i bez tego nie trudno znaleźć w nich „to coś”. Jak jest z Kryzysem szkarłatnego kryptonitu chyba nie muszę mówić. To oldschoolowy, nieco kiczowaty, a jednak przyjemny w odbiorze – a przy okazji jakże ważny dla postaci – album, który budzi tęsknotę za komiksami, które były naiwne, a zarazem mroczne i życiowe.

Lex Luthor, największy wróg Supermana, wchodzi w posiadanie dziwnego czerwonego kryptonitu. Jak zapewnia go Mr. Mxyzptlk, który chce wejść z nim w układ, dzięki minerałowi uda im się pokonać Supermana. I rzeczywiście, Człowiek ze Stali zostaje pozbawiony swoich mocy. Jak teraz poradzi sobie ze swoją misją, skoro wokół czeka tylu przeciwników? I czy zdoła kiedykolwiek odzyskać swoje niezwykłe zdolności?

Kiedy w 1986 roku, tuż po restartującym całe uniwersum DC Kryzysie na Nieskończonych Ziemiach, John Byrne, przejmując pisanie przygód Supermana i odświeżając jego origin, wywołał wiele kontrowersji. Szybko jednak został on doceniony i do dziś jego Człowiek ze Stali należy do najlepszych opowieści o Supku. W końcu jednak nadszedł czas, by artysta zostawił opowieść w rękach innych artystów – a dokładniej ekipy złożonej z: Rogera Sterna, Jerry’ego Ordwaya i Dana Jurgensa, która postanowiła poprowadzić ją po swojemu. Jedną z podstawowych zmian, którą wprowadzili twórcy, było rozpisywanie wielkich fabuł nie tylko na główny tytuł, ale i wszystkie serie poboczne. Kolejną skupienie się na zaserwowaniu czytelnikom zaskakujących, jakże ważnych dla mitologii momentów, czego zwieńczeniem stała się epicka saga o śmierci i odrodzeniu Supermana. Zanim ją jednak zaprezentowali, powstała ta opowieść, ważna i całkiem udana, przygotowująca grunt pod przyszłe przygody.

Właściwie mam jeden zasadniczy zarzut co do całości. I nie chodzi tu, ani o naiwność, ani o proste ukazanie tematu, choć to wszystko tutaj jest, a o brak większej liczby podobnych opowieści. Rzecz w tym, że mimo iż Kryzys szkarłatnego kryptonitu (aż szkoda, że tytułu nie przełożono na Kryzys karmazynowego kryptonitu – w końcu nawet oryginalne Krisis of the Krimson Kryptonite zostało zapisane tak, by wbrew zasadom ortografii pojawiły się litery „K”) jest opowieścią dość samodzielną, warto jednak znać szerszy kontekst. Na początku lat 90. XX wieku, dzięki TM-Semic polscy czytelnicy mogli przeczytać nie tylko dzieło Byrne’a i niniejszą fabułę, ale też i wszystko to, co najważniejsze, co działo się pomiędzy nimi. I potem także. Tego trochę mi brak, bo w WKKDC Supermana z tamtego okresu reprezentują zaledwie trzy tomy. Tomy ważne, ale chciałoby się więcej.

Oczywiście musicie liczyć się z tym, że cokolwiek tu zobaczycie, było zarówno wcześniej, jak i później. Także lepiej wykonane. Z tym, że waga pewnego wydarzenia przedstawionego na łamach tego albumu jest tak znacząca, że po dziś dzień jest on uważany za rzecz kultową. Jakie to wydarzenie, zdradzać nie będę, kto nie wie, nich dowie się sam, całej reszcie zaś przypominać nie muszę. Plusem jest też samo wykonanie. Powaga, z jaką autorzy podchodzą do całości, mimo pojawienia się postaci tak komicznej, jak Mr. Mxyzptlk, ma swój urok, a świetna szata graficzna – połączenie realizmu i udanego, stonowanego koloru (gościnnie pojawia się tu nawet John Byrne) – dobrze to wszystko uzupełnia. Nieźle wypada też bonusowy #61 zeszyt Supermana z 1949 roku, w którym Człowiek ze Stali poznaje swoje pochodzenie i po raz pierwszy pojawia się kryptonit. Choć tu, jak niemal zawsze w przypadku klasyki, jest to rzecz dość kiczowata, ale i nie pozbawiona swoistego uroku.

Fani Supermana, którzy jeszcze nie znają tej opowieści, koniecznie powinni ją poznać. Może i sporo tu gadania, a niektóre elementy są naciągane i naiwne, ale zabawa i tak jest znakomita. Dobrze było, choć na chwilę, znów wrócić do przygód Clarka z lat 90.

Autorem artykułu jest Michał Lipka. Rocznik 88. Z komiksów nigdy nie wyrósł, choć pasjami czyta powieści i sam także stara się pisać. Ma na koncie kilka publikacji, scenariusz komiksowy też zdarzyło mu się popełnić, ostatnio jednak przede wszystkim skupia się na recenzjach i publicystyce, pisanych m.in. dla prowadzonego przez siebie bloga Książkarnię.

Korekta: Aleksandra Wucka

Dziękujemy Eaglemoss za udostępnione egzemplarze recenzenckie z Wielkiej Kolekcji Komiksów DC Comics.

Tytuł: Superman: Kryzys szkarłatnego kryptonitu

Scenariusz: Roger Stern, Jerry Ordway, Dan Jurgens

Rysunki: Bob McLeod, Jerry Ordway, Dan Jurgens, Dave Hoover, Kerry Gammill, Curt Swan, John Byrne

Okładka: Jerry Ordway

Wydawca: Eaglemoss

Data wydania: 2019

Liczba stron: 192

Format: 17,5 x 26,2 cm

Oprawa: twarda

Druk: kolor

Cena: 41,99 zł

[Suma głosów: 1, Średnia: 5]

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *